niedziela, 24 maja 2015

"Slow Snow" - Tore Brunborg

No dobrze, bez bicia przyznam, że płyta jest wytwórniana. Ale niszowa, poza tym są wytfurnie i Wytwórnie. Bohaterem wieczoru jest Tore Brunborg, saksofonista i kompozytor z Trondheim i jego płyta Slow Snow.


Materiał

Nie wiem czemu w wideo powyżej wybrano widok z okna samochodu. Ja w tej płycie słyszę las, gdzieś w górach, przykryty porządnie grubą zimową kołdrą, która cały czas przyrasta od świeżego śniegu. 

Kawał zaprawdę smacznie podanego jazzu. Choć, jak pisałem kiedyś, zadziwia mnie spektrum możliwości standardowego jazzowego trio, to jednak lubię gdy się je czymś w przyjemny sposób dopełni. Ta płyta folguje tej zachciance w stu procentach. Trudno jednak powiedzieć, żeby kompozytor swoim saksofonem zdominował tę płytę.




Płyta rzeczywiście przypomina las: spokojny, ale zawsze żywy, przyjazny, ale nie pozbawiony tajemnic. Więcej nie opowiem, tajemnice trzeba odnajdywać samemu.

Technikalia

Nagrane i zmiksowane przyjemnie i interesująco. Natomiast mastering... Coś za głośno. Zawsze w płytach jazzowych cieszyła mnie porządna dynamika. W porównaniu z rockiem płyta przystaje jeszcze gdzieś do lat 80-tych, więc tragedii niby nie ma, ale wolałbym w tej płycie usłyszeć więcej.

Kciuk w górę!

Niech moje techniczne czepialstwo Was nie zniechęci! Naprawdę warto zainteresować się tą płytą. Może jeśli niedługo zrobi się upalnie, komuś przyda się taka nieco zimowa płyta.

wtorek, 12 maja 2015

" I'd Rather be dead "- Blas Picón & The Junk Express

Dziś na stole ląduje zupełnie świeżutki, cieplutki i niezwykle intensywnie pachnący najnowszy, ba! wczorajszy, krążek Blas Picón & The Junk Express I'd Rather be dead.  Może tak dla odmiany zacznę cofając się prawie o 3 lata, gdy miałam przyjemność być na koncercie Blasa i Junk Express na Toruń Blues Meeting 2012. Ogromną przyjemność. Panowie z Barcelony na scenie pojawili się w...ogrodniczkach. Taki robotniczy look - ciemne ogrodniczki, biała koszulka i kaszkiet. Grali fantastycznie i tamtego wieczoru zrobili na mnie najlepsze wrażenie. Zatem cóż innego mogłam począć, gdy zobaczyłam wczoraj, że wydali nową płytę. Ano tylko posłuchać, dobry piąty raz już leci, i polecić - bo jest co.



Hiszpańskie trio gra takiego bluesa jakiego lubię. Szorstkiego. Chropowatego. Ciężkiego. Gorącego. Hipnotyzującego gitarą i harmonijką. Panowie sami o sobie piszą, że są rozpędzonym pociągiem na torach bluesa i nie boją się wykolejenia. I fakt, coś w tym jest. Odważne brzmienia, jednak jakieś takie znajome.



Zatem nie powiem, że stanowi to odkrycie roku, nowość, czy uwielbianą obecnie innowację. Stary(nowy) dobry blues i już. O tym nie trzeba opowiadać, trzeba po prostu posłuchać i pozwolić sobie na wieczór przy odrobinie dobrej muzyki (i masą pracy w moim przypadku).





Ostatnio tak jakoś wychodzi, że tak tylko niebiesko z mojej strony, ale cóż poradzić, gdy taka muzyka jest idealna do nawału końcowo-semestralnej pracy.

poniedziałek, 11 maja 2015

"Painkiller" - Lomo

Ta płyta chwilę musiała z różnych przyczyn poleżeć, zanim zabrałem się do pisania tego tekstu. Ale to nie szkodzi, a wręcz przeciwnie - fakt, że przetrwała próbę czasu upewnia mnie w przekonaniu, że to dobry kandydat na kolejną "bohaterkę".

Materiał

Nie lubię klasyfikacji gatunkowej, bo najciekawsze rzeczy, zawsze wymykają się schematom. Dlatego klasycznie udam, że nikt nie widzi i powiem po prostu, że płytę tę umieścił bym gdzieś pomiędzy Davidem Holmesem (jeśli nie wiesz, Czytelniku, któż on: polecam soundtrack do Ocean's 12) a Gotan Project. Jeśli kojarzycie, o jakiej muzyce mowa, musicie wiedzieć, że mieszanka jest obiecująca.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem płyt "dopychanych", gdzie niektóre kawałki istnieją tylko po to, żeby zgadzała się liczba minut. Lubię za to bardzo płyty takie jak ta: włączona od dowolnego punktu niezmiennie cieszy ucho. Materiał jest zresztą dosć żywiołowy - nie używałbym tego raczej jako kołysanki. Z drugiej jednak strony - płyty bardzo dobrze słucha się późną nocą, w absolutnej Ciszy.



Jeśli ktoś ma ochotę na przyjemną dawkę enegrii w postacji muzyki raczej niż mocnej kawy - bardzo polecam.

Technikalia

Bardzo porządnie zrobiona płyta. Czysto nagrana, przemyślana. Doczepiłbym się tylko do zbyt mocno, jak na mój gust, wyeksponowanego basu - miejscami płyta troszkę dudni.


Kciuk w górę!

Polecam do kawy. Polecam zamiast kawy. Polecam na dzień. Uważałbym w nocy.

sobota, 2 maja 2015

One for my baby and one more for the road

W tą słoneczną sobotę spod sterty projektów wychodzę tym razem z nieco inną propozycją.





8tracks'owy miks, który sprawia, że mam ochotę rzucić wszystko, siąść za kierownicą i pojechać.
12 pysznych kawałków; blues, southern rock, trochę bluegrass. Wśród wykonawców min. Clapton, Greatful Dead, The Doors i inni. Zachęcam do słuchania. Miłego popołudnia C: