poniedziałek, 11 maja 2015

"Painkiller" - Lomo

Ta płyta chwilę musiała z różnych przyczyn poleżeć, zanim zabrałem się do pisania tego tekstu. Ale to nie szkodzi, a wręcz przeciwnie - fakt, że przetrwała próbę czasu upewnia mnie w przekonaniu, że to dobry kandydat na kolejną "bohaterkę".

Materiał

Nie lubię klasyfikacji gatunkowej, bo najciekawsze rzeczy, zawsze wymykają się schematom. Dlatego klasycznie udam, że nikt nie widzi i powiem po prostu, że płytę tę umieścił bym gdzieś pomiędzy Davidem Holmesem (jeśli nie wiesz, Czytelniku, któż on: polecam soundtrack do Ocean's 12) a Gotan Project. Jeśli kojarzycie, o jakiej muzyce mowa, musicie wiedzieć, że mieszanka jest obiecująca.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem płyt "dopychanych", gdzie niektóre kawałki istnieją tylko po to, żeby zgadzała się liczba minut. Lubię za to bardzo płyty takie jak ta: włączona od dowolnego punktu niezmiennie cieszy ucho. Materiał jest zresztą dosć żywiołowy - nie używałbym tego raczej jako kołysanki. Z drugiej jednak strony - płyty bardzo dobrze słucha się późną nocą, w absolutnej Ciszy.



Jeśli ktoś ma ochotę na przyjemną dawkę enegrii w postacji muzyki raczej niż mocnej kawy - bardzo polecam.

Technikalia

Bardzo porządnie zrobiona płyta. Czysto nagrana, przemyślana. Doczepiłbym się tylko do zbyt mocno, jak na mój gust, wyeksponowanego basu - miejscami płyta troszkę dudni.


Kciuk w górę!

Polecam do kawy. Polecam zamiast kawy. Polecam na dzień. Uważałbym w nocy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz