Letnie popołudnie w ogrodzie. Temperatura w sam raz, żaden upał. Rozciągamy się pod drzewem. Zimna lemoniada w szklance obok intensywnie miętą pachnie. Wysoka, dawno nieprzycinana trawa łaskocze w stopy. Leniwie płyną minuty, tak leniwie jak obłoki na niebie, leniwie jak zielone liście gruszy nad głową. Jeszcze tylko truskawki w misce obok. I odtwarzacz z....
Kings of Convenience nie jest nowym odkryciem. Zajmują zaszczytne miejsce (wśród dziesiątek innych wykonawców) na mojej top liście. Ale przypadkiem wpadłam na ich płytę dziś na półce i postanowiłam podzielić się. Norweski duet ma niesamowity talent do zamykania tych wspaniałych letnich miesięcy na płytach. Zarówno tych długich dni niezachodzącego słońca, jak i wietrznych i deszczowych. Pachnących lemoniadą, słońcem, jeziorem i zabawą z przyjaciółmi. Zabawne, bo ta nagle zimna, odległa i ciemna Norwegia, staje się niesamowicie ciepła, bliska i nieuchwytna w swojej delikatności.
Akustyczne albumy Norwegów stanowią idealne połączenie żywych, wesołych piosenek z przezabawnym tekstem, z tymi wolniejszymi, troszkę może smętnymi, ale równie pięknymi utworami. Dobrze się słucha w ciemne zimowe dni, przy ciasteczkach, kocyku i herbacie. Ale no oczywiście też w te letnie pełne słońca, ciepła i zieleni za oknem. Polecam wszystkim serdecznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz