niedziela, 15 marca 2015

"Compass" - Polly O'Keary & The Rhythm Method

Dla raptusów:

Jeśli czytelnikowi się spieszy, uwadze polecam: Fools Gold (1), Summer (2), Your Honor (4), Losing You Again (9) (w takiej właśnie kolejności).





Materiał

Polly O’Keary jest basitką i wokalistką z Seattle. Compass to już trzeci album wydany pod szyldem Polly O’Keary and The Rhythm Method. Płytę wydali własnymi siłami, rozprowadzana jest przez internet. W kwestii klasyfikacji gatunkowej wykonam unik i zacytuję autorów: “blues/funk/gospel/r&b/rock”.

Albumu dobrze się słucha jako całości, o co nie zawsze łatwo. Nie jest to jedna z płyt, które mają dwie lub ­trzy ciekawe piosenki, a pozostałe służą jedynie dopełnieniu nośnika. Tutaj ewidentnie już podczas powstawania materiału postarano się, aby odsłuchanie było kompletną podróżą, z pełnym pakietem miłych wrażeń po drodze.

Od samego początku odnosi się wrażenie, że głos wokalistki brzmi znajomo, miejscami niemal do złudzenia przypomina Dani Klein z Vaya con Dios. Szczególnie jeden z utworów, Your Honor, mógłby z powodzeniem niepostrzeżenie wślizgnąć się na płytę belgijskiej grupy. Na tym jednak nie poprzestano -­ nie jest to bynajmniej płyta naśladowcza. Oprócz bardzo miłego dla ucha wokalu pani O’Keary serwuje nam ciekawe partie basowe. Miejscami, poza podstawową instrumentacją, słuchanie umilają zgrabnie wykorzystane instrumenty dęte. Miejscami można odnieść wrażenie, że piosenki są nieco przydługie, zdecydowanie jednak nie do tego stopnia, by stały się męczące.


Co również miłe ­- piosenki nie są o niczym. Bliżej zaprzyjaźnieni z językiem angielskim odnajdą na tej płycie również interesującą treść pozamuzyczną. Płyta pasuje do pełnego wachlarza nastrojów -­ pojawiają się kompozycje o wesołej tematyce (np. Summer), ale podejmowana jest też nieco bardziej przygnębiajaca tematyka (Losing You Again).

Technikalia

Bardzo miłe zaskoczenie. Każda piosenka jest ewidentnie dokładnie przemyślana, uwaga słuchacza jest prowadzona bardzo starannie, niemal “za rączkę” przez zamierzoną ściezkę.                     

Również kątem rozwiazań w miksie płyta przypomina czasem Vaya Con Dios, ale zdecydowanie działa to na jej korzyść. Zawodowi recenzenci powiedzieliby, że nie jest pozbawiona niedoskonałości, ale moim zdaniem nie są one zbyt istotne i nie ma ich wcale tak wiele.

Summa summarum, płyta, mimo iż nie pochodzi z wielkiej wytwórni, jest naprawdę porządnie wyprodukowana. Miłym zaskoczeniem jest także mastering. Obecna w utworach dynamika nigdzie nie została zatracona na rzecz głośności, bardzo skutecznie przeniesiono “na taśmę” głębię brzmienia zespołu.

Kciuk w górę!

Bardzo ciekawa, ożywcza płyta. Znakomicie wciąga słuchacza, puszczając dopiero z ostatnim dźwiękiem. Myślę, że może sprawdzić się dobrze w nasze szare wieczory, skutecznie ratując nastrój. Całości można całkowicie za darmo wysłuchać bandcampowej stronie zespołu, tam też można nabyć album w formie cyfrowej lub na kompakcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz