Do najciekawczych odkryć muzycznych zawsze potrzeba sporej dawki szczęścia. Tak było i tym razem - dzisiejszego bohatera odkryłem na koncercie, na którym miało mnie nie być, i nie ze względu na niego się tam znalazłem. Znalazłem się tam dlatego, że później występowało trio Włodka Pawlika. Był to niewątpliwie występ piękny i niezapomniany, ale równie dokładnie zapamiętam występ, który go poprzedził.
W zasadzie wiadomo, że cała sala czeka na występ zdobywcy Grammy. Jakże by inaczej? Niecierpliwość widać po wielu wśród zgromadzonych. Ale zasady festiwalu są jasne: tego wieczoru odbędą się dwa równoprawne występy. Na szczęście (moje i wszystkich widzów), bo szkoda by było nie dokonać tego odkrycia.
Na scenę wychodzi troszkę niepozornie wyglądający facet z gitarą, który właśnie wrócił z UK, gdzie promował swoją nową płytę White Grain of Coffee, i zaczyna czarować.
Opowiem tu o tej konkretnej płycie, ale warto się przyjrzeć dorobkowi pana Strączka szerzej.
Materiał
Standardowe, jazzowe trio + gitara pana Strączka, okazjonalnie saksofon tenorowy i dodatkowy żeński wokal. Choć mogłoby się wydawać, że możliwości takich składów są ograniczone, to współczesny jazz cały czas udowadnia, że jest jeszcze wiele do powiedzenia w tym temacie. Również tą płytą.
Zarówno na żywo, jak i na płycie, gitara pięknie wypełnia przestrzeń utworu. Próżno szukać tu nad wyraz rozbudowanych technicznych popisów, które w ostatczności dla osób nie grających na gitarze stają się wręcz trudne do słuchania (jeśli ktoś miał okazję posłuchać np. Pata Metheny'ego na żywo, to wie, o czym mówię). Choć nierzadko przesterowane, brzmienie gitary jest przyjemnie miękkie. Kojarzy się to zresztą (przynajmniej mnie) z (dobrze parzoną) kawą, której smak, mimo że często bardzo intensywny, ma swój niepowtarzalny urok i można go mieszać z innymi. Z takim mieszaniem mamy zresztą do czynienia - popisowo gra cały zespół, niesamowicie dobrze współpracując.
Płyta brzmi delikatnie, choć nie jest pozbawiona energii. Zaryzykowałbym nawet polecenie jej komuś, kto od jazzu raczej trzyma się z dala. Słuchając ma się przyjemne poczucie uczestniczenia nie tylko w utworze, ale w pewnej opowieści (lub raczej serii krótkich opowiadań), choć nie pada tam ani jedno słowo - sama kompozycja wystarcza.
Kciuk w górę!
Polecam bardzo gorąco. Nie jest konieczne silne skupianie się nad tą płytą, uważam jednak, że warto. Warto też rozejrzeć się za innymi płytami p. Strączka, są równie godne polecenia. Podobno można tę płytę kupić w sklepie, ale nie liczyłbym, że pytając o nią spotkalibyśmy się ze zrozumieniem, dlatego polecam raczej zajrzenie na bandcampa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz